26-29.11.07, Leman Alpha, NNW 5 – SW 6, 1028 – 1003.
Jestesmy juz na lokacji. Nurczymy na plytkowodziu przy platformie Leman Alpha w angielskim sektorze, a raczej probujemy, gdyz przeciwko sobie mamy silny wiatr, ktory nas najczesciej dopycha do instalacji oraz rownie zmienny prad plywowy, w szczycie ktorego nurkowie nie moga pracowac. Cala zabawa polega wiec na liczeniu plywow, analizowaniu prognoz pogody i szukaniu sprzyjajacych okien czasowych, w ktorych ewentualnie mozemy wykonac prace. Mniej wiecej co 4h mamy czas na 2h prac podwodnych. A praca polega na laczeniu podwodnych rurociagow, ktore zostaly przygotowane przez porzedniego kontraktora i ktore znajduja sie blisko platformy. Musimy stac statkiem 5 metrow od platformy by nurkowie mogli bezpiecznie dojsc na swoj work site.
Plytkowodzie ma to do siebie, ze sprzyja silnym pradom plywowym tworzacym waskie i dlugie na kilka mil plycizny, ktore jak wydmy wolno ale ciagle zmieniajac swoje polozenie – nasza platforma lezy w grupie platform znajdujacych sie wlasnie pomiedzy takimi dwoma mieliznami – oraz ogranicza dlugosc umbilicali, ktorymi nurkowie sa polaczeni z dzwonem. Umbilicale nie moga byc za dlugie, by w razie wypadku nie zostaly wkrecone w nasze sruby i pedniki.
Pierwsze nasze podejscie na lokacje nawet nie doszlo do skutku, gdyz platforma poinformowala nas, ze wkrotce bedzie ladowal na niej helikopter (pozniej, o dziwo, loty chopperow nie byly juz dla nich problemem, nawet przestali nas o nich informowac). Drugie podejscie ledwo sie zaczelo - zdarzylismy wlasciwie polozyc tylko nasze systemy referencyjne na dnie – i juz trzeba bylo sie zawijac gdyz prad, ktory odkrecil, razem z wiatrem zaczely nas pchac w strone platformy i nasze thrustery kontrujac by utrzymac staek na pozycji, przekroczyly dopuszczalne do tej pracy limity (do limitow samych pednikow bylo jeszcze bardzo daleko – chociaz jak sie pozniej okaze i te przyszlo nam osiagnac - moglismy spokojnie dalej stac na lokacji, ale przepis jest przepis i zwlaszcza tu, na morzu, nikt nie pozwoli sobie na jego lamanie, bo konsekwencje tego moga bys straszne). Dopiero trzeci nurek juz po polnocy, ostatni na mojej wachcie rozpoczal i zakonczyl sie jak planowano.
Przez trzy dni pracy mielismy az 13 nurkowan, w tym kilka trwajacych raptem po pol godziny. Klient, czyli reprezentant Shella na pokladzie, dosyc czesto sie pojawial na mostku i cisnal nas bysmy podchodzili do platformy i nurkowali praktycznie caly czas, bo faktycznie, robota stala, a prognozy na najblizszy weekend byly bardzo niepomyslne, a wypadaloby wszystko ladnie zakonczyc przed spodziewanym sztormem by juz nie wracac na ta lokacje a zaczac nowy projekt. My zas, nie ulegajac presji, staralismy sie podczas dogodnych okien pogodowych, stojac juz w bezpiecznej odleglosci od platformy, ustawiac nasz heading (na polski to raczej nie bedzie sie tlumaczylo jako kurs, gdyz ten odnosi sie bardziej do ruchu statku, zas tutaj heading oznacza kierunek rzeczywisty na ktory skierowany jest dziob statku) na rownolegly do instalacji i sprawdzac, czy pedniki trzymajac statek na pozycji nie przekraczaja dopuszczalnych limitow.
Raz jednak tak sie stalo, ze zmiana headingu o 5 stopni w prawo spowodowala, ze thrustery zaczely pracowac jak szalone, wszystkie wskazniki zaswiecily sie na czerwono i na ekranach sytemu pozycjonowania zaczely wyskakiwac ostrzezenia i alarmy. Osiagnelismy limit na pednikach oraz na tablicach rozdzielczych oraz zaczelo brakowac mocy by przesunac statek z powrotem na poprzednia pozycje. Akurat ta decyzje, by wrocic na poprzedni heading, podjal kapitan, ktory nagle zjawil sie na mostku. Nie mogl wypic kawy, gdyz ta zaczela wylewac sie z kubka na stol z powodu wibracji w jakie wprowadzily statek pracujace thrustery. A wtedy nie dzialaly jeszcze pelna para, moze jakies 80%, a dopiero gdy dalismy komende powrotu na porzedni heading to dopiero wskazniki siegnely limitow, grubo ponad 100%. Jeszcze w zyciu nie widzialem, by wszystkie trzy dziobowe thrustery dawaly z siebie wszystko i wciaz nie mogly ruszyc statku z miejsca, a prawde powiedziawszy wiatr i prad nie byly az w tak bardzo niekorzystnym ustawieniu by nas od razu znokautowac.
Innym razem wydawalo sie, ze podejdziemy bez problemu i zaczniemy nurczyc z miejsca, jednak gdy stalismy wzdluz platformy wiatr odkrecic w taki sposob, ze wial od platformy, ktora nas oslaniala. Jednak sytuacja ta, zamiast nam pomoc, tylko pogorszyla sprawe, gdyz wiatr przechodzac przez platforme, a przechodzil jak przez sito, bo platforma w glowniej mierze sklada sie z rur, rurociagow oraz zrobionych przez nie dziur i szczelin, krecil i wirowal po drugiej stronie instalacji, czyli tam gdzie my stalismy, tak bardzo, ze nasze sensory mierzace predkosc i kierunek wiatru wariowaly jak glupie. Roznice w pomarach dochodzily do 15 wezlow przez system pozycjonowania nie mogac zbudowac porzadnego i stabilnego modelu nie potrafil utrzymac statku na pozycji, ktory to tanczyl na fali po dwa metry w kazdym kierunku.
Jednak, mimo wielu przeciwnosci, tym razem odnieslismy sukces, gdyz z ostanim nurkiem, ktory juz prawde powiedziawszy wykonalismy poza planowanym czasem pracy przy instalacji, zakonczylismy zlecona prace w calosci. Sklarowalismy caly sprzet na pokladzie i rozpoczelismy przelot przez poludniowa czesc Morza Polnocnego od wschodnich wybrzezy Anglii do sektora Holenderskiego. Mielismy z marszu wchodzic do portu Scheveningen na podmiane zalogi oraz przeczekac paskudna pogode, ktora miala rozpoczac sie w piatek i trwac przez caly tydzien. Jednak tuz przed zejsciem z lokacji zdecydowano sie na zmiane planow i podjeto decyzje by sprobowac zanurkowac na kolejnej instalacji Q16 jezeli pogoda jeszcze na to pozwoli. Tym razem ma byc znacznie latwiej, gdyz Q16 nie jest platforma lecz podwodna konstrukcja, ktora znajduje sie na polnocny zachod od Europortu, pomiedzy Scheveninge a Rotterdamem. Dzieki temu, ze nie ma zadnej konstrukcji nawodnej, ktora by ograniczala ustawienie statku wzgledem wiatru i fali, mozemy stac swobodnie w kazdym kierunku i wybrac najlepszy heading do nurkowania.
Jestesmy juz na lokacji. Nurczymy na plytkowodziu przy platformie Leman Alpha w angielskim sektorze, a raczej probujemy, gdyz przeciwko sobie mamy silny wiatr, ktory nas najczesciej dopycha do instalacji oraz rownie zmienny prad plywowy, w szczycie ktorego nurkowie nie moga pracowac. Cala zabawa polega wiec na liczeniu plywow, analizowaniu prognoz pogody i szukaniu sprzyjajacych okien czasowych, w ktorych ewentualnie mozemy wykonac prace. Mniej wiecej co 4h mamy czas na 2h prac podwodnych. A praca polega na laczeniu podwodnych rurociagow, ktore zostaly przygotowane przez porzedniego kontraktora i ktore znajduja sie blisko platformy. Musimy stac statkiem 5 metrow od platformy by nurkowie mogli bezpiecznie dojsc na swoj work site.
Plytkowodzie ma to do siebie, ze sprzyja silnym pradom plywowym tworzacym waskie i dlugie na kilka mil plycizny, ktore jak wydmy wolno ale ciagle zmieniajac swoje polozenie – nasza platforma lezy w grupie platform znajdujacych sie wlasnie pomiedzy takimi dwoma mieliznami – oraz ogranicza dlugosc umbilicali, ktorymi nurkowie sa polaczeni z dzwonem. Umbilicale nie moga byc za dlugie, by w razie wypadku nie zostaly wkrecone w nasze sruby i pedniki.
Pierwsze nasze podejscie na lokacje nawet nie doszlo do skutku, gdyz platforma poinformowala nas, ze wkrotce bedzie ladowal na niej helikopter (pozniej, o dziwo, loty chopperow nie byly juz dla nich problemem, nawet przestali nas o nich informowac). Drugie podejscie ledwo sie zaczelo - zdarzylismy wlasciwie polozyc tylko nasze systemy referencyjne na dnie – i juz trzeba bylo sie zawijac gdyz prad, ktory odkrecil, razem z wiatrem zaczely nas pchac w strone platformy i nasze thrustery kontrujac by utrzymac staek na pozycji, przekroczyly dopuszczalne do tej pracy limity (do limitow samych pednikow bylo jeszcze bardzo daleko – chociaz jak sie pozniej okaze i te przyszlo nam osiagnac - moglismy spokojnie dalej stac na lokacji, ale przepis jest przepis i zwlaszcza tu, na morzu, nikt nie pozwoli sobie na jego lamanie, bo konsekwencje tego moga bys straszne). Dopiero trzeci nurek juz po polnocy, ostatni na mojej wachcie rozpoczal i zakonczyl sie jak planowano.
Przez trzy dni pracy mielismy az 13 nurkowan, w tym kilka trwajacych raptem po pol godziny. Klient, czyli reprezentant Shella na pokladzie, dosyc czesto sie pojawial na mostku i cisnal nas bysmy podchodzili do platformy i nurkowali praktycznie caly czas, bo faktycznie, robota stala, a prognozy na najblizszy weekend byly bardzo niepomyslne, a wypadaloby wszystko ladnie zakonczyc przed spodziewanym sztormem by juz nie wracac na ta lokacje a zaczac nowy projekt. My zas, nie ulegajac presji, staralismy sie podczas dogodnych okien pogodowych, stojac juz w bezpiecznej odleglosci od platformy, ustawiac nasz heading (na polski to raczej nie bedzie sie tlumaczylo jako kurs, gdyz ten odnosi sie bardziej do ruchu statku, zas tutaj heading oznacza kierunek rzeczywisty na ktory skierowany jest dziob statku) na rownolegly do instalacji i sprawdzac, czy pedniki trzymajac statek na pozycji nie przekraczaja dopuszczalnych limitow.
Raz jednak tak sie stalo, ze zmiana headingu o 5 stopni w prawo spowodowala, ze thrustery zaczely pracowac jak szalone, wszystkie wskazniki zaswiecily sie na czerwono i na ekranach sytemu pozycjonowania zaczely wyskakiwac ostrzezenia i alarmy. Osiagnelismy limit na pednikach oraz na tablicach rozdzielczych oraz zaczelo brakowac mocy by przesunac statek z powrotem na poprzednia pozycje. Akurat ta decyzje, by wrocic na poprzedni heading, podjal kapitan, ktory nagle zjawil sie na mostku. Nie mogl wypic kawy, gdyz ta zaczela wylewac sie z kubka na stol z powodu wibracji w jakie wprowadzily statek pracujace thrustery. A wtedy nie dzialaly jeszcze pelna para, moze jakies 80%, a dopiero gdy dalismy komende powrotu na porzedni heading to dopiero wskazniki siegnely limitow, grubo ponad 100%. Jeszcze w zyciu nie widzialem, by wszystkie trzy dziobowe thrustery dawaly z siebie wszystko i wciaz nie mogly ruszyc statku z miejsca, a prawde powiedziawszy wiatr i prad nie byly az w tak bardzo niekorzystnym ustawieniu by nas od razu znokautowac.
Innym razem wydawalo sie, ze podejdziemy bez problemu i zaczniemy nurczyc z miejsca, jednak gdy stalismy wzdluz platformy wiatr odkrecic w taki sposob, ze wial od platformy, ktora nas oslaniala. Jednak sytuacja ta, zamiast nam pomoc, tylko pogorszyla sprawe, gdyz wiatr przechodzac przez platforme, a przechodzil jak przez sito, bo platforma w glowniej mierze sklada sie z rur, rurociagow oraz zrobionych przez nie dziur i szczelin, krecil i wirowal po drugiej stronie instalacji, czyli tam gdzie my stalismy, tak bardzo, ze nasze sensory mierzace predkosc i kierunek wiatru wariowaly jak glupie. Roznice w pomarach dochodzily do 15 wezlow przez system pozycjonowania nie mogac zbudowac porzadnego i stabilnego modelu nie potrafil utrzymac statku na pozycji, ktory to tanczyl na fali po dwa metry w kazdym kierunku.
Jednak, mimo wielu przeciwnosci, tym razem odnieslismy sukces, gdyz z ostanim nurkiem, ktory juz prawde powiedziawszy wykonalismy poza planowanym czasem pracy przy instalacji, zakonczylismy zlecona prace w calosci. Sklarowalismy caly sprzet na pokladzie i rozpoczelismy przelot przez poludniowa czesc Morza Polnocnego od wschodnich wybrzezy Anglii do sektora Holenderskiego. Mielismy z marszu wchodzic do portu Scheveningen na podmiane zalogi oraz przeczekac paskudna pogode, ktora miala rozpoczac sie w piatek i trwac przez caly tydzien. Jednak tuz przed zejsciem z lokacji zdecydowano sie na zmiane planow i podjeto decyzje by sprobowac zanurkowac na kolejnej instalacji Q16 jezeli pogoda jeszcze na to pozwoli. Tym razem ma byc znacznie latwiej, gdyz Q16 nie jest platforma lecz podwodna konstrukcja, ktora znajduje sie na polnocny zachod od Europortu, pomiedzy Scheveninge a Rotterdamem. Dzieki temu, ze nie ma zadnej konstrukcji nawodnej, ktora by ograniczala ustawienie statku wzgledem wiatru i fali, mozemy stac swobodnie w kazdym kierunku i wybrac najlepszy heading do nurkowania.