środa, 5 grudnia 2007


03-05.12.2007, Rotterdam – Q16 – Rotterdam, SSW 7, 1012.

Port Rotterdamu jest ogromny. Plynelismy od ujscia kanalu, przy ktorym lezy Europort, do naszej kei znajdujacej sie jeszcze przed Rotterdamem prawie dwie godziny. A przeciez dalej, w glab miasta, ciagna sie nastepne baseny portowe. Wzdluz kanalu Nieuwe Waterweg, nad ktorym rozrasta sie port, znajduje sie pelno roznorakich nadbrzezy, terminali przeladunkowych, stoczni, magazynow, dzwigow i kranow. Wszedzie, jak okiem siegnac, stoja statki, i bez przesady pisze, ze mozna tu zobaczyc caly roznorodny przekroj typow i rodzajow plywajacych po swiecie konstrukcji, od malych jednostek portowych, az po potezne plywajace krany, od wielkich kontenerowcow az do male kostery czy barki rzeczne, od majestatycznych pasazerow, az po wysokie i fikusne cale wynurzone plywajace platformy wiertnicze. Ruch tez tu spory, zwlaszcza na kanale, glowna trasa wodna portu. Aby tak wielka ilosc statkow w ruchu byla utrzymana w porzadku pracuje w Rotterdamie ponad stu pilotow, na kazdej zas zmianie jest okolo 60 dostepnych przez caly czas.

W niedziele wieczorem shiftowalismy keje, to znaczy zmienialismy miejsce postoju, gdyz na nasze miejsce w poniedzialek z samego rana mial wchodzic inny statek. Zaraz po odejsciu od nadbrzeza nasz statek powinien sie byl zatrzymac lub wolno plynac, by zaloga mogla wciagnac yokohamy na poklad, lecz tym razem zaczal od razu wycial do przodu przez co odbijacz, ktory juz zostal odczepiony od burty i podczepiony do haka na dzwigu, zostal zniesiony przez prad, wytworzony przez plynacy statek oraz silny wiatr i fale, w strone rufy i wciagnal stalowke od dzwigu pod wystajacy poza burte podajnik i nie mozna bylo wyciagnac odbijacza. A stalo sie to akurat gdy przeplywalismy pomiedzy zacumowanymi z naszej lewej i prawej burty statkami – z lewej stal calkiem spory statekwy budowany do transportu jachtow, z prawej dwa zacumowane do siebie anchor handlery - ktore zajmowaly duzo miejsca w basenie, przez co zostalo calkiem malo wolnej przestrzeni dla nas. Ciaglnelismy za soba ten nieszczesny fender z ladne sto, sto piedziesiat metrow bo przeciez nie moglismy sie zatrzymac w tym przewezeniu. Dopiero jak przez nie przeplynelismy to kapitan zatrzymal statek i moglismy wrzucic yokohamy na poklad. Czemu tak sie stalo? My za wczesnie odczepilismy line mocujaca yokohame do burty, ponadto byl bardzo silny wiatr i calkiem spore fale jak na nieduzy basen portowy, no ale przede wszystkim ci na mostku najwidoczniej zapomnieli o odbijaczach.

Nasze kolejne miejsce postojowe znajdowalo sie po drugiej stronie kanalu, bardzo blisko miasta Schiedam, w basenie o stanowczo stoczniowym charakterze. Wybudowano tu kilka suchych dokow, jeden kopletnie zadaszony oraz w samym srodku basenu postawiono dwa plywajace doki. My mielismy sie wpasowac za jeden z tych plywajacych, lecz by tam przejsc nalezalo nie dosc ze przebyc calkiem waska szczeline to jeszcze w niej wykrecic. Szczeline tworzyly wysunieta w basen keja z znakiem nawigacyjnym, naroznik hangaru oraz plywajacy dok. Z rufy ciagle meldowalismy na mostek odleglosci pomiedzy statkiem a przeszkodami i troche to trwalo, zanim kapitan w koncu wmanewrowal statek na pozycje i moglismy zamocowac odbijacze oraz podac cumy na lad.

Postalismy tam niecala dobe i juz trzeba bylo wieczorem wychodzic w morze. Na pilota czekalismy ponad pol godziny, jednak po jego przybyciu wszystko poszlo calkiem sprawnie. Na lokacji bylismy tuz przed polnocna, przetestowalismy i sprawdzilismy sytem pozycjonowania statku w calosci i bylismy gotowi do pracy tuz przed druga w nocy. Przez dobe wykonalismy trzy nurki w wodzie z silnymi pradami plywowymi i o prawie zerowej widocznosci. Nie wszystko zostalo jeszcze zrobione, a prognozy pogody sa bardziej niz zle. Teraz czekamy, az na pobliskiej, zwykle nieobsadzanej platformie P18, ktora jest podlaczona od odwiertu na ktorym pracujemy i ktora go rowniez kontroluje, pojawi sie rano obsada, by uruchomic wczesniej wylaczone i zaizolowane ze wzgledu na nasza prace systemy i zdalnie przetestowac uszczelniany przez nas rurociag gazowy laczacy studnie z platforma i sprawidzic, czy wszystko dziala jak nalezy.

W miedzyczasie zas dowiedzialem sie, ze w inny statek nurkowy, ktory stal zacumowany na naszym poprzednim miejscu w Ijmuiden, wjechal statek handlowy, ktory akurat obok plynal kanalem. Nie znam dokladnie wiecej szczegolow, ale wiem, ze zniszczyl im helidek oraz urwal lodz ratunkowa. Kadlub raczej nie zostal mocno uszkodzony, gdyz z tego co sie orientuje, statek nurkowy wciaz nadaje sie do zeglugi, jednak z pewnym wykluczeniem – zamiast straconej szalupy wezma na poklad dodatkowa ilosc tratw ratunkowych, ktore w razie wypadku na morzu beda mogly przyjac te sama liczbe ludzi co zniszczona lodz. Obecnie jest tyle pracy na morzu dla statkow nurkowych, ze najblizsze terminy dostepne sa dopiero za rok, moze poltora, wiec gdyby odmowiono pozwolenia na wyjscie w morze temu statkowi ze zniszczonym helidekiem, zerwana szalupa i powgniatana burta, to nastapil by straszny obsuw w terminach zakontraktowanych juz prac. A naprawa takiego statku potrwa zapewne z kilkanascie dni, moze nawet pare tygodni, a to oznacza straszne straty finansowe dla firmy.

Z morza port Rotterdamu wyglada niesamowicie. Z kompletnej ciemnosci wylania sie waski pas kolorowych swiatel, ktory jednak nie ciagnie sie dlugo wzdluz wybrzeza i wkrotce sie urywa. Jednak tam, gdzie konczy sie ten widoczny pas miejskich swiatel, zaczyna sie zupelnie inny, bardziej efektowny spektakl. A mianowicie, z centrum Rotterdamu, niewidocznego przeciez z morza i znajdujdujacego sie calkowicie w glebi ladu, bija w gore jasne snopy miejskiego swiatla rozjasniajac dlugi pas nieba i zostawiajac na chmurach mocna pomaranczowa poswiate, na tle ktorej wyraznie odcina sie ciemna i prawie pusta linia brzegowa.

Brak komentarzy: