poniedziałek, 10 grudnia 2007


06-09.12.2007, Q16 – Rotterdam – North Sea – Caravel, SW 6/7, 1006-981.

W nocy ze srody n aczwartek nurkowalismy ostatni raz na Q16. Nad ranem weszlismy do Rotterdamu na podmiabe czesci zalogi oraz aby wziasc wode i wieczorem juz na mojej wachcie wyszlismy w morze by przez poludniowa czesc Polnocnego dotrzec do nowej lokacji w brytyjskim sektorze, platformy Caravel. Na wachcie mialem byc ja i wachtowy marynarz Marek, jak to jest w zwyczaju, gdy w nocy statek stoi w porcie lub jest w dluzszym przelocie, jednak tuz po polnocy pojawil sie niespodziewanie chief, ktory widocznie zdecydowal w ostatniej chwili na zmiane planow.

Po drodze zmienilismy czas statkowy o jedna godzine wstecz by dostosowac sie do czasu brytyjskiego, czyli znowu wachta byla o godzine dluzsza. Mimo to, czas uplynal w miare szybko, gdyz prawie bezchmurne nocne niebo dalo nam, oficerom wachtowym, mozliwosc odswiezenia naszej wiedzy astronawigacyjnej. Najpierw, metodami ksiazkowymi, zidentyfikowalismy dwie planety, wysoko od poludniowego wschodu Marsa oraz calkiem nisko nad wschodnim widnokregiem Saturna. Zas dzieki komputerowym programom astronomicznym, ktore wlasnie udalo nam sie zainstalowac i rozpracowac razem z chiefem i ktore okazaly sie niesamowicie interesujace i porzyteczne, dowiedzielismy sie ze tuz przed wschodem slonca pojawi sie Wensu wraz z Ksiezycem. I tak tez sie stalo, dajac nam naprawde piekny widok do podziwiania.

Platforma Caravel, jak sie juz po mojej wachcie okazalo, nie byla wcala tak latwa do zidentyfikowania. Generalnie nasz kierunek przemieszczania sie byl dobry, lecz odleglosc do celu juz niezupelnie, platforma Caravel zaskoczyla nas niespodziewanie pojawiajac sie z naszej lewej burty, o dwie godziny wczesniej niz planowalismy. O malo bysmy jej nie omineli, ale dzieki swiezemu umyslowi szalonego Szkota Mike, ktory nad ranem zaczynal wachte, udalo nam sie w pore wprowadzic korekte do kursu i nie dac ciala po calosci.

Caravel to monwieza postawiona na jednej trzydziestometrowej wysokosci betonowej nodze Caravel wznosi sie okolo dwudziestu metrow nad powierzchnie wody. Okreslenie platforma to w sumie za duzo powiedziane, to jest raczej mala przpompownia postawiona na srodku morza. Ale tuz nad nia pietrzy sie na czterech wielkich, szerokich jak znajdujaca sie ponizej platforma Caravel nogach rozlozysty i imponujacy rig o nazwie Britannia, z wysoka na ponad piedziesiat metrow ruchoma wierza wiertnicza, ktora wlasnie zostala wysunieta poza obrys metalowego kadluba riga i zawisla nad Caravel, przez co ta wygladala na mala i przytloczona swoim kolosalnym sasiadem konstrukcje. Britannia to rig, czyli plywajaca platforma wiertnicza, ktora zostala wczesniej specjalnie przyholowana na ta lokacje i stanela obok Caravel opuszczajac na dno morza swoje cztery nogi zrobione z wielkich kratownic. Na tych kratownicach cala konstrukcja rigu, jego metalowy ponton wraz z wierza wiertnicza, zostal podniesiony w gore ponad Caravel przy pomocy wlasnych, poteznych silnikow i kol zebatych. Nastepnie cala wiertnia zostala wysunieta na zewnatrz poza obrys metalowego kadluba przy pomocy wielkich prowadnicach dokladnie nad znajdujaca sie ponizej platforme. Byl to widok naprawde imponujacy.

Paltforma Caravel i pozostale powstajace instalacje na polu naftowym, ktore nalezalo do firmy Shell, byly budowane i rozwijane w ramach zupelnie nowego projektu, dla realizacji ktorego Shell wyczarterowal rig od znanej korporacji Santa Fe, oraz trzy statki nurkowe: nasza Toise Polaris z Sealiona, oraz Aquamarine z Bibby i DSND Pelicana z Subsea7, na ktorym plywalem dwa lata temu. Zrobiono juz odwierty i zainstalowano pompy, postawiono platformy, polozono rury i kable, zas teraz laczono wszytko w calosc, uruchamiano po kolei wszystkie podzespoly i testowano instalacje.

Przez caly dzien nurkowanie szlo calkiem sprawnie, a pogoda byla nie najgorsza jak na te pore roku, tuz przed polnoca nurkowie wrocili dzwonem na poklad by przeczekac silny prad plywowy. Mielismy wznowic operacje nurkowe o pierwszej, jednak chief, po przeanalizowaniu prognoze pogody, postanowil odwrocic statek o okolo 90 stopni w prawo. Ruchem tym mail zamiar wyprzedzic zmiane wiatru, ktory wedlug prognoz w ciagu nastepnej godziny mial zelzec i wykrecic na polnoc. Taka duza zmiana headingu w trakcie nurkowania na naszym plytkowodziu bylaby mozolna i nie latwa do przeprowadzenia, gdyz wedlug przepisow, gdy nurkowie sa w wodzie, dla ich bezpieczenstwa nalezy korzystac z conajmniej trzech systemow referencyjnych. Mielismy dokladnie trzy z tym, ze dwa znajdowaly sie na dnie, transponder akustyczny i taut wire, wiec za kazda niewielka zmiana headingu musielibysmy je podciagac do gory i klasc ponownie, przy czym systemu referencyjnego, ktory wlasnie bywa przenoszony, nie liczy sie jako urzyteczny do pozycjownoanie statku i zamiast niego nalezy uzywac innego. Wiec dla bezpiecznej zmiany ustawienia statku podczas nurkowania musielibysmy uruchomic kolejny czwarty system, a to bardzo by spowolnilo caly manewr. Chief wiec chcial uniknac calej tej operacji z referencjalami i odwrocic statek, jeszcze przed nurkowaniem, jednoczesnie uprzedzajac pogode i ustawiwjac dziob statku w kierunku, z ktorego wkrotce mial wiac wiatr.

Jednak prognoza okazala sie bledna. Wiatr wcale nie zmienil kierunku a tylko raptownie zelzal o dwadziescia wezlow, przez co prad, ktorego dzialanie bylo wczesniej kontrowane silnym i przeciwnym wiatrem, zaczal nas spychac z pozycji, dziobowe pedniki nie byly w stanie zatrzymac dryfu, a ze dzialo sie to w trakcie manewru zmiany headingu, to jedyna sensowna opcja wydawao sie pojsc dalej za wymuszonym ruchem i obrocic statek rufa do pogody, czyli ustawic sie znacznie dalej niz planowalismy. Nie bylo to korzystne z tego powodu, ze wysokie fale uderzaly w rufe statku wprawiajac go w wibracje najbardziej odczuwalne na mostku, ktory znajdowal sie samej gorze wysokiej nadbudowki. Po dwoch naprawde silnych uderzeniahc na mostku pojawil sie kapitan, ktory juz wczesniej dzwonil obudzony nagla praca wszytkich thrusterow, chwile pozniej przyszedl tez na mostek dive superintendent. Trwalo to z pol godziny, nim pogoda pozwolila nam wrocic na nasz poprzedni heading i na nasza poprzednia pozycje, ktora z perspektywy czasu okazala dogodna do prac nurkowych i ktorej nie nalezalo zmieniac. I gdy w koncu ponownie bylismy gotowi do pracy, to nie bylo juz sensu rozpoczynac nurkowania, bo mimo ze wiatr byl odpowiedni to prad zaczal ponownie przybierac na sile i w sumie stracilismy ostatnie dogodne okno pogodowe. Przez kolejny dzien i cala nastepna noc stalismy bezczynnie w miejscu, gdyz pogoda znowu sie pogorszyla, wiatr przybral na sile, morze sie rozfalowalo i rzecza, ktora robilismy to bylo ustawianie dziobu statku naprzeciw falom.

Brak komentarzy: