30.11.-02.12.07, Leman A – Q16 – Rotterdam, SW 6/5, 1007 – 985.
Zejscie z Leman A, przelot przez Polnocne, zmiana czasu statkowego z Greenwich na Europejski, czyli tym razem wachta krotsza o godzine, dwa nurkowania na Q16 i pozamiatane. Idziemy do Rotterdamu. Na Q16 panowal totalny luz, wszystko szlo spokojnie, nawet gdy czekalismy na prad nie musielismy zmienialismy pozycji z powodu mozliwosci zdryfowania na jakies przeszkody. Wokolo zadnych instalacji. Tylko pod nami podwodna konstrukcja do srodka ktorej schodzili nurkowie. Q16 znajduje sie 4 mile na NW od wejscia do Rotterdamu i mimo ze trafika, czyli ruch statkow, do Europortu jest bardzo duzy, to nas omijal w odpowiednio bezpiecznej odlegolsci, gdyz znajdowalismy sie w strefie przybrzeznej, do ktorej wchodza jedynia male jednostki, jednostki o specjalnym przeznaczeniu lub jachty.
Na zachod od nas, niecala mile, znajdowal sie spoil ground, na ktora poglebiarki pracujace w porcie zrzucaja wydobyty przy poglebianiu piasek. Obserwujac na radarze ilosc statkow, ktore wchodza i wychodza z portu, plyna wzdluz wybrzeza czy przecinaja skrzyzowanie stref rozgranicznia ruchu znajdujace sie na zachod od glowek portu, mozna zrozumiec czemu Rotterdam nazwany zostal Europortem. Na ekranie radaru wyglada to jak dobrze zorganizowany, ciagly ruch jasnych punktow, ktore wciaz od nowa i od nowa albo to pojawiaja sie na krawedzi ekranu by wlaczyc sie w nieustanny ruch, albo tez znikaja w kanale wejsciowym do portu. Wrazenie, ze jest to najbardziej ruchliwe miejsce w Europie poteguje niekonczaca sie komunikacja radiowa prowadzona pomiedzy ladowym nadzorem ruchu statkow a oficerami z calego swiata, ktorzy melduja sie we wszystkich mozliwych odmianach angielskiego z jego najrozniejszymi akcentami. I z tej rzeki plynacych wodnymi torami radarowych punktow co jakis czas odrywal sie jeden i kierowal w nasza strone. Byly to wlasnie poglebiarki, ktore wychodzily z portu pelne rzecznego piasku, gleboko zanurzone, z pokladami prawie na rowno z powierzchnia morza. Kierowaly sie na miejsce, gdzie zrzucaly caly piasek w ciagu kilku sekund, zawracaly i juz puste i w pelnym wynurzeniu wracaly do portu by dalej wybierac nieustannie nanoszony przez rzeke i plywy osad. Niekonczaca sie praca tylu poglebiarek dbajacych o bezpieczenstwo i zeglownosc torow wodnych swiadczy tylko o klasie tego wielkiego portu, rozmachu i wydajnosci calego sytemu nadzoru i zarzadzania oraz wiedzy i odpowiedzialnosci ludzi, ktorzy go zaprojektowali i nim zarzadzaja.
Ostatnie nurkowanie zakonczylismy tuz po polnocy. Wolamy na radiu kontrole portu by zglosic nasza gotowosc do wejscia do portu i okazuje sie, ze najblizszy wolny pilot, ktory bedzie asystowal kapitanowi przy wprowadzaniu statku do Rotterdamu, bedzie dopiero o 0230. Plyniemy wiec niespiesznie w strone ronda na zachod od naszej lokacji, czyli oddalamy sie od wejscia do portu. Ale to jest jedyna droga by bezpiecznie wlaczyc sie do ruchu morskiego. Rowniez tam znajduje sie stacja pilotowa na ktorej przyjmiemy pilota.
Koorynator wczesniel spedzil szmat czasu na mostku martwiac sie o to, kiedy statek moze byc przy kei, gdyz musi zaplanowac powrot calej podmianie zjezdzajacych do swoich domow marynarzy iinzynierow. Jezeli zabukuje dla nich bilety na samoloty za wczesnie nie zdarza na czas, jezeli za pozno, spedza niepotrzebnie duzo czasu na lotnisku. Obliczylismy, ze w mniej optymistycznej wersji, jednak z pilotem dostepnym od razu, bedziemy na 0430. Ale teraz wychodzi nam na 0530. Liczymy dwie godziny na podroz w dol rzeki, nasza keja znajduje sie daleko od brzegu, prawie w centrum miasta.
Ide na poklad pomoc Markowi przygotowac cumy do manewrow oraz zamocowac drabinke dla pilota, ktory wejdzie na statek z lodzi pilotowej. I tuz przed portem mile zaskoczenie. Pilotem bowiem okazuje sie kobieta, charakterna lecz mila i kobieca niewysoka blondynka.
Europort noca widziany z rzeki jest po prostu bajecznie piekny. Jego industrialny charakter, ktory ksztaltuja rafinerie, fabryki, magazyny, terminale, krany i dzwigi, w nocy traci swoj odcien odosobnienia i zamienia sie w pelen kolorowych swiatel pejzaz. Ilosc basenow portowych i zeglownych odnog rzecznych rzetelnie oznakowancyh znakami i swiatlami nawigacyjnymi oraz niekonczaca sie ilosci oswietlonych nadbrzezy wraz ze znajdujacymi sie na nich urzadzeniami przeladunkowymi, budynkami i konstrukcjami, czesto o dziwnym przeznaczeniu, jest widokiem po prostu niesamowitym.
W trakcie naszej zeglugi mijamy wiele statkow, lacznie z wilekimi, kilkusetmetrowymi kontenerowcami, ktorych liczba regularnie rosnie. Pani pilot informuje nas, ze wiekszosc z nich chodzi do Europy z Dalekiego Wschodu, a zwlaszcza z Chin. Na rzece i przy nadbrzezach pelno tez malych lecz szybkich kosterow, ktore kraza po malych portach calej Europy. Widze tez kilka stojacych plywajacych platform wiertniczych, ktore znacznie goruja nad reszta statkow i budowli portowych.
O 0500 jestesmy juz w naszym basenie, zchodze z mostku i ide na poklad na manewry, wyrzucamy yokohamy na lewa burte, przeciskamy sie miedzy dwoma zacumowanymi obok siebie anchorhandlerami a wielkim statkiem zaprojektowanym do przewozu luksusowych jachtow i o 0530 cumujemy do kei na mocno. Dwie taksowki juz czekaja na wracajacych marynarzy. Zdarzylismy.
Zejscie z Leman A, przelot przez Polnocne, zmiana czasu statkowego z Greenwich na Europejski, czyli tym razem wachta krotsza o godzine, dwa nurkowania na Q16 i pozamiatane. Idziemy do Rotterdamu. Na Q16 panowal totalny luz, wszystko szlo spokojnie, nawet gdy czekalismy na prad nie musielismy zmienialismy pozycji z powodu mozliwosci zdryfowania na jakies przeszkody. Wokolo zadnych instalacji. Tylko pod nami podwodna konstrukcja do srodka ktorej schodzili nurkowie. Q16 znajduje sie 4 mile na NW od wejscia do Rotterdamu i mimo ze trafika, czyli ruch statkow, do Europortu jest bardzo duzy, to nas omijal w odpowiednio bezpiecznej odlegolsci, gdyz znajdowalismy sie w strefie przybrzeznej, do ktorej wchodza jedynia male jednostki, jednostki o specjalnym przeznaczeniu lub jachty.
Na zachod od nas, niecala mile, znajdowal sie spoil ground, na ktora poglebiarki pracujace w porcie zrzucaja wydobyty przy poglebianiu piasek. Obserwujac na radarze ilosc statkow, ktore wchodza i wychodza z portu, plyna wzdluz wybrzeza czy przecinaja skrzyzowanie stref rozgranicznia ruchu znajdujace sie na zachod od glowek portu, mozna zrozumiec czemu Rotterdam nazwany zostal Europortem. Na ekranie radaru wyglada to jak dobrze zorganizowany, ciagly ruch jasnych punktow, ktore wciaz od nowa i od nowa albo to pojawiaja sie na krawedzi ekranu by wlaczyc sie w nieustanny ruch, albo tez znikaja w kanale wejsciowym do portu. Wrazenie, ze jest to najbardziej ruchliwe miejsce w Europie poteguje niekonczaca sie komunikacja radiowa prowadzona pomiedzy ladowym nadzorem ruchu statkow a oficerami z calego swiata, ktorzy melduja sie we wszystkich mozliwych odmianach angielskiego z jego najrozniejszymi akcentami. I z tej rzeki plynacych wodnymi torami radarowych punktow co jakis czas odrywal sie jeden i kierowal w nasza strone. Byly to wlasnie poglebiarki, ktore wychodzily z portu pelne rzecznego piasku, gleboko zanurzone, z pokladami prawie na rowno z powierzchnia morza. Kierowaly sie na miejsce, gdzie zrzucaly caly piasek w ciagu kilku sekund, zawracaly i juz puste i w pelnym wynurzeniu wracaly do portu by dalej wybierac nieustannie nanoszony przez rzeke i plywy osad. Niekonczaca sie praca tylu poglebiarek dbajacych o bezpieczenstwo i zeglownosc torow wodnych swiadczy tylko o klasie tego wielkiego portu, rozmachu i wydajnosci calego sytemu nadzoru i zarzadzania oraz wiedzy i odpowiedzialnosci ludzi, ktorzy go zaprojektowali i nim zarzadzaja.
Ostatnie nurkowanie zakonczylismy tuz po polnocy. Wolamy na radiu kontrole portu by zglosic nasza gotowosc do wejscia do portu i okazuje sie, ze najblizszy wolny pilot, ktory bedzie asystowal kapitanowi przy wprowadzaniu statku do Rotterdamu, bedzie dopiero o 0230. Plyniemy wiec niespiesznie w strone ronda na zachod od naszej lokacji, czyli oddalamy sie od wejscia do portu. Ale to jest jedyna droga by bezpiecznie wlaczyc sie do ruchu morskiego. Rowniez tam znajduje sie stacja pilotowa na ktorej przyjmiemy pilota.
Koorynator wczesniel spedzil szmat czasu na mostku martwiac sie o to, kiedy statek moze byc przy kei, gdyz musi zaplanowac powrot calej podmianie zjezdzajacych do swoich domow marynarzy iinzynierow. Jezeli zabukuje dla nich bilety na samoloty za wczesnie nie zdarza na czas, jezeli za pozno, spedza niepotrzebnie duzo czasu na lotnisku. Obliczylismy, ze w mniej optymistycznej wersji, jednak z pilotem dostepnym od razu, bedziemy na 0430. Ale teraz wychodzi nam na 0530. Liczymy dwie godziny na podroz w dol rzeki, nasza keja znajduje sie daleko od brzegu, prawie w centrum miasta.
Ide na poklad pomoc Markowi przygotowac cumy do manewrow oraz zamocowac drabinke dla pilota, ktory wejdzie na statek z lodzi pilotowej. I tuz przed portem mile zaskoczenie. Pilotem bowiem okazuje sie kobieta, charakterna lecz mila i kobieca niewysoka blondynka.
Europort noca widziany z rzeki jest po prostu bajecznie piekny. Jego industrialny charakter, ktory ksztaltuja rafinerie, fabryki, magazyny, terminale, krany i dzwigi, w nocy traci swoj odcien odosobnienia i zamienia sie w pelen kolorowych swiatel pejzaz. Ilosc basenow portowych i zeglownych odnog rzecznych rzetelnie oznakowancyh znakami i swiatlami nawigacyjnymi oraz niekonczaca sie ilosci oswietlonych nadbrzezy wraz ze znajdujacymi sie na nich urzadzeniami przeladunkowymi, budynkami i konstrukcjami, czesto o dziwnym przeznaczeniu, jest widokiem po prostu niesamowitym.
W trakcie naszej zeglugi mijamy wiele statkow, lacznie z wilekimi, kilkusetmetrowymi kontenerowcami, ktorych liczba regularnie rosnie. Pani pilot informuje nas, ze wiekszosc z nich chodzi do Europy z Dalekiego Wschodu, a zwlaszcza z Chin. Na rzece i przy nadbrzezach pelno tez malych lecz szybkich kosterow, ktore kraza po malych portach calej Europy. Widze tez kilka stojacych plywajacych platform wiertniczych, ktore znacznie goruja nad reszta statkow i budowli portowych.
O 0500 jestesmy juz w naszym basenie, zchodze z mostku i ide na poklad na manewry, wyrzucamy yokohamy na lewa burte, przeciskamy sie miedzy dwoma zacumowanymi obok siebie anchorhandlerami a wielkim statkiem zaprojektowanym do przewozu luksusowych jachtow i o 0530 cumujemy do kei na mocno. Dwie taksowki juz czekaja na wracajacych marynarzy. Zdarzylismy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz