Właśnie dzieje się historia, albowiem to mój pierwszy po latach post. Przyjaciółka Wioleta, która wkrótce wyjeżdża do Ruandy na trzymiesięczną misje, niedawno umieściła swój pierwszy wpis na blogu Wioleta w Afryce. A mieliśmy umowę, gdy Wioleta zacznie pisać to i ja jej kroku dotrzymam. Oto więc teraz wywiązuję się z danego słowa.
Dziś dotarłem do Korei, do miasto Okpo, gdzie buduje się platforma wydobywcza na której przyjdzie mi kiedyś pracować. Po ponad 21 godzinach w powietrzu i na lotniskach, po ponad 2 godzinach jazdy busem oto jestem na miejscu. Ulokowano mnie w mieszkaniu w apartamentowcu specjalnie zbudowanym dla ekspatriantów. Mieszkanie, na pierwszy i luźny rzut okiem, jest większe od tego własnego, w którym mieszkam na stałe w kraju.
Jutro o 6:15 ruszam do pracy. Znaczy czasu na sen bardzo mało, ale cóż, to chyba jedyny sposób aby pokonać jet-laga, czyli zespół nagłej zmiany strefy czasowej. A sam jestem ciekawy jak ta praca będzie w ogóle wyglądała, gdyż jak już wspomniałem, platforma jest jeszcze w budowie w stoczni Daewoo i według informacji, które znalazłem na Internecie, będzie gotowa do oddania dopiero w przyszłym roku.
I oto kilka fotek z ostatnich chwil:
Zaraz ruszam.
Lot nad Warszawskim gniazdem.
Kolej podziemna łącząca dwa terminale w Incheon.
W drodze do Okpo.
Moja nowa kabina :-)
4 komentarze:
Wchodzę, patrzę i oczom nie wierzę! Piszesz!!! Cieszę się bardzo Panie Marcinie. Pisz, proszę.
Dzięki Trąbko, postaram się.
Pomysł pisania bloga popieram i zapewniam że będę z chęcią czytać i relacjonować mężowi i dziecku :-)
Wierzę w Ciebie - dasz radę napisać drugi raz :P - janek
Prześlij komentarz