środa, 13 lipca 2011

Poniedziałek 20.12.2010.

Na przekazaniu wachty Kuba powiedział, że miał całkiem interesującą noc. Wieczorem zacumowała do nas na rufie mała łódź rybacka, a że szefostwo patrzy się na popularne na tych wodach praktyki krzywym okiem, postanowiono ją odłączyć. Po próbach nieudanego kontaktu werbalnego linę po prostu odcięto nożem. Jednak rybacy zamierzali spędzić tę noc w kojach, więc podpłynęli ponownie i wśród wyzwisk i przekleństw kierowanych w stronę Kuby, podczepili się ponownie, tym razem do jakiegoś ringa znajdującego się tuż nad powierzchnią wody, zupełnie poza zasięgiem naszej załogi. I tym sposobem postawili na swoim i poszli wszyscy spać zacumowani do naszej rufy.

Ale druga informacja nie była już tak wesoła. Kuba z Bobem zauważyli w nocy chmurę białego dymu bijącą z jednej z czterech turbin na lewej burcie. Zazwyczaj bywa dymiasto gdy odpalany jest nowy generator, wtedy, zwłaszcza na początku rozruchu, z kominów wali czarny smolisty dym. Tym razem dym był biały i wcale nie szedł z komina ale bezpośrednio z pomieszczenia na lewej burcie, gdzie znajdowały się turbiny. Zaraz o tym poinformowali mechaników, którzy poszedłszy sprawdzić przyczynę tego dziwnego zjawiska, znaleźli zatrważającą rzecz. A mianowicie rura, rurka właściwie, dostarczająca paliwo do jednego z cylindrów turbiny, pękła i paliwo pod ciśnieniem tryskało paląc się na wszystkie strony! Lecz na szczęście, wypalało się w powietrzu zanim zdążyło wzniecić pożar. Podczas tego groźnego wycieku paliwa ucierpiała druga turbina, której nie udało się tego dnia odpalić. Czemu nie weszła żadna czujka przeciwpożarowa, tego nie wiedział nikt.

W nocy nastąpiło też planowane odłączenie rajzera od odwiertu. Gdzieś o drugiej w nocy zrobiło się na mostku całkiem tłoczno, bo zeszła się na mostek cała ekipa managementu przeprowadzić i obserwować cały proces odłączania. A że najczęściej podczas takich oficjalnych momentów bywa, że coś nawala, i tym razem nie stało się inaczej – tym razem odmówiła współpracy drukarka. Gdy boss wszystkich bossów, brazylijski przedstawiciel klienta - Petrobrasu, chciał aby chłopaki zrobili zrzut ekranu DP w czasie samego odłączania, akurat skończył się kolorowy tusz. I mimo, iż wysłany z misją znalezienia nowego kartridża Kuba wrócił z pustymi rękoma, nie zdecydowano się na budzenie storekeepera, który zapasy drukarkowe trzyma w swoim magazynie. Ostatecznie odłączenie przeprowadzono pomyślnie, ale bez wydruku.

Mój dzień całkiem udany. Udało mi się naprawić słabo działającą toaletę mostkową, która wkrótce przeszła udany chrzest bojowy przeprowadzony przez Bruce’a. Ale Bob się nie odważył testować moich zdolności majsterkowych i poszedł załatwić grubszą sprawę do innej najbliższej publicznej toalety 4 pokłady poniżej.

Uruchomiłem też funkcję inklinometru transpondera zainstalowanego na rajserze, dzięki której można na monitorach HiPAPu monitorować kąt i kierunek wygięcia rury łączącej statek z odwiertem.

Za mostkiem znajdują się pomieszczenia dla techników i mechaników, które w przeciwieństwie do naszego miejsca pracy, dostały nową i sprawną klimatyzację. Dlatego trzymanie otwartych drzwi do owych dwóch pomieszczeń, znajdujących się odpowiednio po lewej i prawej burcie, jest niezbędne, aby nasze systemy mogły w miarę sprawnie pracować przy tych Brazylijskich temperaturach. Ale dopiero po zainstalowaniu wewnątrz jednego z tych pomieszczeń, tuż przy drzwiach, wiatraczka, który wydmuchiwał zimne powietrze z pomieszczenia technicznego na mostek, zrobiło się naprawdę miło i przyjemnie, by nawet nie powiedzieć chłodnawo.

I jeszcze parę innych rzeczy uczyniło, że ten dzień, w odróżnieniu od poprzedniego, umknął jak szalony: trochę porządków, wertowania manuali, tour z Barge Masterem po pokładzie, odwiedziny w magazynie, przyniesienie brakującego tuszu do drukarki oraz paru innych rzeczy na mostek. Ale już po mojej wachcie statek wrócił na pozycję nad odwiertem i zaczęto procedurę podłączania, więc wygląda na to, że moje eskapady po pokładzie zakończyły się tak szybko jak zaczęły, gdyż dziś mogłem wyjść na deck dlatego, że byliśmy odłączeni od odwiertu i nie było potrzeby aby dwóch operatorów przebywało na mostku.

Brak komentarzy: