środa, 13 lipca 2011

Środa, 22 grudnia 2010.

Niewątpliwie to był ciekawy dzień. Iście przygodowy.

Podczas zdawania wachty, gdy Bob poszedł na śniadanie i zostałem ja z Kubą, odstawił się nagle jeden generator, a przez to zabrakło mocy na jednej listwie wysokiego napięcia i dwa z czterech pędników się wyłączyły. Weszły alarmy na kontrolkach od pędników, zaś na ekranach od DP zrobiło się czerwono. Na szczęście pogoda była sprzyjająca i dwa pozostałem pędniki dały radę utrzymać pozycję. Zaraz wszedł online kolejny w sekwencji generator i Kuba odpalił pędniki. Okazało się, że nowo zainstalowane turbiny, które mogą być napędzane i ropą i gazem prosto ze złoża, wcale tej ropy tak bardzo nie lubią, a preferowanego gazu jeszcze nie było. Znaczy był, ale w złożu, ale nie był dostępny dla turbin. Może wkrótce będzie… A podczas spalania oleju filtry paliwa zapychały się w ekspresowym tempie i czasami turbiny same się odstawiały, zanim zdążono włączyć dodatkowy generator. Tak się stało i tym razem, ale mechanik siedzący w Control Roomie nawet nie miał pojęcia, że właśnie straciliśmy dwa pędniki! Nie wiedział, gdyż dźwięk dzwonka alarmowego jest wyłączony. Na ekranach systemu zarządzania statkiem obecnie wylistowane jest około siedmiuset wciąż aktywnych alarmów, nowe cały czas wchodzą i gdyby brzęczyk alarmu był podłączony, alarmował by non-stop i szło by albo ogłuchnąć, albo ogłupieć. A swoją drogą, ten mechanik wachtowy i tak musiał już ogłupieć dużo wcześniej, bo zaraz po tym, gdy Bob wrócił ze śniadania i poszedł się dowiedzieć dokładnie o przyczynę zaistniałej niebezpiecznej sytuacji, mechanik przyleciał do nas i zaczął krzyczeć, że to nie jego wina.

Drugą kolejną przygodą, zanim Kuba zszedł do kabiny, była utrata jednego z systemów referencyjnych. Mamy trzy GPSy, czyli nawigacje satelitarną, oraz dwa układy (z angielskiego array) skalibrowanych transponderów ustawionych na dnie dla pozycjonowania akustycznego. Trzeci GPS przestał wysyłać sygnał do naszego systemu DP czyli systemu dynamicznego pozycjonowania statku. Zaraz włączyliśmy drugi arraj, który był trzymany jako bakup, po to aby mieć dodatkowy system referencyjny i poinformowaliśmy elektryków i elektroników o problemie. Podobno działo się tak wcześniej, ale nigdy aż tak długo. GPS 3 był niedostępny przez ponad dwadzieścia minut. Przyczyną jego odłączenia był błąd w przesyle danych, co mogło sugerować poluzowany lub uszkodzony kabel. Ale chłopaki elektrycy, którzy przyszli z odsieczą, mimo posiadanej wiedzy i przeżytego doświadczenia oraz przewertowanych manuali, przyczyny nie znaleźli, a GPS 3 wszedł online samoistnie.

Prawie końcem dnia odbyło się studium biblijne na które zostałem zaproszony przez radio operatora Daniela. Spotkania odbywają się w Heli Lounge regularnie w środy i niedziele o 19:30. Przyszło nas czterech: ja, Daniel oraz dwóch czarnoskórych Brazylijczyków. Zaśpiewaliśmy parę piosenek, oczywiście po portugalsku bo ja z moim angielskim byłem w mniejszości ale  na szczęście Daniel jest dobrym tłumaczem, potem każdy pomodlił się i dwóch nas głosiło słowo. A żeby jeszcze urozmaicić ten dzień, gdy już modliliśmy się na sam koniec spotkania, uruchomił się alarm ogólno-statkowy. Przez wszystkie głośniki we wszystkich pomieszczeniach nadawano w sygnał alarmowy – krótkie regularnie powtarzające się dźwięki. Ja zaraz udałem się na mostek. Okazało się, że alarm był fałszywy, ale i tak postawił całą załogę na nogi, zwłaszcza tych, którzy byli po pracy i spali. Na mostku pojawiało się dużo zaspanych twarzy, żółte światło alarmowe błyskało i wśród głośnych dźwięków alarmu szukano jego przyczyny. Znaleziono, wyłączono, uruchomiono ponownie i wszystko wróciło do normy. Ogłoszono jeszcze przez rozgłośnie statkową, że wszystko w porządku, że alarm był fałszywy i wszyscy rozeszli się. 

Poza tym w ciągu dnia przyszły do nas trzy supply boaty aby nam dostarczyć kontenery z zapasami lub je zabrać oraz lądowały trzy helikoptery z nową załogą.

To był przygodowy dzień!

Brak komentarzy: