środa, 13 lipca 2011

Sobota 18.12.2010.

Dzień, który zaczyna się porannym spacerem po przepięknej plaży Barra w Rio, to dzień znakomicie rozpoczęty, z najlepszymi z możliwych rokowaniach na równie udane południe, popołudnie, wieczór i noc. Południe spędziłem na wymeldowywaniu się z hotelu oraz w drodze do helipotu. Ku miłemu zaskoczeniu barczysty kierowca okazał się być chrześcijaninem i w busie leciał chrześcijański rock w portugalskim wykonaniu. Popołudnie spędziłem na hali odlotów oraz na tylnym fotelu w helikopterze Sikorsky w ponad godzinnym locie na statek. Zaraz po przylocie, nawet zanim poszedłem na mostek czy do kabiny, udałem się na przepisową prezentację bezpieczeństwa statkowego, jednak przeprowadzonej w przeważającej części w języku portugalskim. Po prezentacji odnalazłem mostek, gdzie dowiedziałem się, że trzymam wachty dzienne, czyli od 06:00 do 18:00 i że właśnie zostało mi jeszcze około dwóch godzin do końca. W nocy zaś spałem, ale niestety mało. I to był jedyny minus tego dnia.

Brak komentarzy: